Przemysław Zyśk: Wybrałem ciężki kawałek chleba

O najbliższej walce w Poznaniu, atmosferze w KnockOut Gym i pracy zawodowej rozmawiam z Przemysławem Zyśkiem (4-0, 1 KO) – bokserem wagi super półśredniej.

Po ostatnim pojedynku w Zakopanem stwierdził pan, że przeciwnik zaskoczył pana siłą i postawą w ringu. Jakie wnioski wyciągnął pan z tej walki?

Wnioski wyciągnąłem takie, że nie można lekceważyć przeciwnika, od samego początku walki do ostatniego gongu. Nie ważne jak wygląda, czy jest większy czy mniejszy. Trzeba skupić się na walce i być cały czas skoncentrowanym. To najbardziej z trenerem poprawialiśmy – koncentrację. Za bardzo byłem wtedy rozlatany w ringu i dlatego walka wyglądała jak wyglądała. Starałem się na treningach to poprawić.

Rozumiem, więc, że rywala, z którym zmierzy się pan teraz w Poznaniu nie można lekceważyć? Bo teoretycznie Tomasz Gołuch z ujemnym rekordem (4-6, 2 KO) wydaje się łatwą przeprawą.

Ciężko powiedzieć czy łatwą. Na tym etapie mojej kariery przy tym wyszkoleniu technicznym ja cały czas się uczę. Dla mnie każdy przeciwnik będzie wyzwaniem. Zawsze stawiają mnie w roli faworyta, ponieważ jestem w najlepszej grupie zawodowej w Polsce i trenuję z najlepszym trenerem Fiodorem Łapinem. Ciąży na mnie za każdym razem presja, ale ja nie czuję się jak faworyt i każdą walkę traktuję jako najważniejszą w życiu.

Tomasz Gołuch w 2016 r. stoczył aż 8 pojedynków. Wygrywał, przegrywał z różnymi rywalami. A mówi się, że najlepszy trening to regularne walki. Taki Robert Talarek. Może być w gazie.

Tak. Zgadzam się. Im więcej walczysz tym więcej się uczysz. Ja niestety rzadko występuję. Bardzo bym chciał częściej występować. Krzysztof „Diablo” Włodarczyk mówił mi, że potrafił aż 9 razy w roku występować z różnymi przeciwnikami. Jednego 8 razy, kolejnego 7. Walki były regularne i było gdzie się uczyć. Ja nie mam takiej możliwości. Uważam, że za mało boksujemy. Chciałbym więcej boksować, więcej się uczyć, więcej wyciągać wniosków.

Łukasz Malinowski i Przemysław Zyśk na treningu medialnym
Łukasz Malinowski i Przemysław Zyśk na treningu medialnym, fot. Ireneusz Fryszkowski, ringblog.pl

Trenuje pan z Łukaszem Malinowskim czy wyłącznie już z trenerem Fiodorem Łapinem?

Od początku z trenerem Łapinem. Trener Łukasz Malinowski również nam pomaga. Teraz na galę w Poznaniu Łukasz Malinowski również przyjedzie mi pomagać, ponieważ trener Łapin będzie musiał być od początku do końca z Krzyśkiem Włodarczykiem. Będzie musiał nad nim sprawować swoją opiekę, pozytywnie go nastrajać. A my poradzimy sobie z Łukaszem Malinowskim. Trener Łukasz ma również dobre podejście do mnie, bo trenował mnie 1,5 roku, na mistrzostwa Polski amatorów oraz później gdy zacząłem przechodzić na zawodowstwo.

Trener Łapin poświęca panu tyle samo czasu co innym zawodnikom grupy KnockOut Promotions?

Tak. Trener Łapin do każdego z nas ma inne podejście. Nie trenujemy razem, tylko każdy z nas ma półgodzinne odstępy. Tak jak było w poniedziałek – ja przyszedłem na trening, to Krzysiek Głowacki sparował. Później gdy przyszedł Przemek Runowski, to ja wchodziłem do ringu. Runowski się ubierał, to ja szedłem na worek. Zmieniamy się. Tak naprawdę trener Łapin ma strasznie zabiegany harmonogram.

Zostaje pan w wadze super półśredniej? Deklarował pan kilka razy zejście wagę niżej.

Trener Fiodor Łapin próbuje wybić mi z głowy ten pomysł. W tym momencie na przykład ważę 71-72 kg. Do wagi 69 kg zejdę, ale wagę niżej, to obecnie będzie chyba problem. Po tej walce i może po następnej będę musiał zatrudnić dietetyka. Teraz często jem nieregularnie i trochę nieprofesjonalnie. Dużo pracuję i dużo trenuję, ciężko jest mi utrzymać wagę.

Promotorzy często robią walki w rodzinnych miastach bokserów. Chciałby pan, żeby gala odbyła się w Ostrołęce?

Myślę, że każdy by chciał w rodzinnym mieście walczyć. Przyszłaby cała moja rodzina, trybuny byłyby zapełnione moimi przyjaciółmi. Każdy marzy o takiej gali chociaż raz w życiu.

Musiałby pan sprzedać dużo biletów. Taka jest teraz tendencja wśród promotorów, że preferują zawodników, którzy sprzedają na siebie bilety. Udałoby się?

Myślę, że tak. Mam taką grupę przyjaciół i rodzinę, którzy zawsze za mną jeżdżą po całej Polsce. Jeśli w Ostrołęce dane by mi było walczyć każdy z mojego miasta chciałby zobaczyć moją walkę na żywo, na pewno moja walka przyciągnęłaby tłumy kibiców w Ostrołęce. Liczę na to.

Jest pan rozpoznawalny wśród kibiców poza Ostrołęką? Robią już sobie selfie z panem?

Zdarza się. Jeszcze nie tak bardzo jak inni. Nie tak często, ale się zdarza. Zawsze jedna, dwie osoby podczas gali zwróci się do mnie z prośbą o zdjęcie.

A jak się czuje młody, początkujący bokser zawodowy między starymi wyjadaczami jak Włodarczyk czy Głowacki gdy ćwiczycie razem w KnockOut Gymie?

Czuję się dobrze. Powiem szczerze, że atmosfera u nas w grupie jest bardzo w porządku.

Oni dają odczuć na co dzień, że są wielkimi mistrzami?

Chłopaki mimo stażu, doświadczenia i lat nie wywyższają się i nie poniżają nikogo. Naprawdę każdy nowy bokser, który tu przyjdzie jest w stanie szybko się zaaklimatyzować. Mi się udało i fajnie mi się tu trenuje. Z każdym można się dogadać.

„Monter telewizji kablowej w Multimedia Polska S.A.” – takie zajęcie możemy wyczytać na pana facebookowym profilu. Nic się nie zmieniło?

Nic się nie zmieniło. Jestem cały czas technikiem w Multimedia Polska. Cały czas pracuję od rana do wieczora.

To jak łączy pan pracę z treningami, obozami, sparingami? Bierze pan często zwolnienia, urlopy?

Tak mam ustawiony grafik, że mogę sobie pozwolić na trenowanie. Dostaję na długo przed walkami zwolnienie z pracy jak potrzebuję. A urlop mam już chyba wybrany do 2018 r. Mój pracodawca ma do mnie podejście jak najbardziej w porządku i rozumie, że muszę trenować.

Boks zawodowy na początku kariery to ciężki chleb?

Tak. Jak najbardziej. Cały czas sobie powtarzam, że wybrałem ciężki kawałek chleba. Ja jako jedyny tak naprawdę tutaj pracuję.

Jedyny w grupie KnockOut Promotions?

Tak. Jako jedyny. Pracowałem, pracuję i na razie będę pracował ile będzie trzeba. Za rzadko boksuję, żeby pozwolić sobie na rzucenie pracy. Nie utrzymałbym się. Wynajmujemy z dziewczyną mieszkanie, a chłopaki z grupy mieszkają w mieszkaniu dla zawodników. Nie oszukujmy się, ja tam nie zamieszkam, bo sobie życie układamy, a kobiety z samymi mężczyznami nie zostawię.

Przeczytaj także: Dariusz Polmański: chcę zobaczyć jak daleko zajdę >>

Wróćmy do boksu. To będzie drugi pojedynek w tym roku. Jakie plany do końca 2017 r.

Każda przyszła walka zależy od mojej najbliższej walki. Jak zaboksuję dobrze, to myślę, że szybciej będę mógł zaprezentować się na kolejnej gali. Mam nadzieję, że teraz pokażę, że coś do mnie dotarło. Mam chłodniejszą głowę i jestem bardziej skoncentrowany w ringu. Powiem też, że bardziej zależy mi, żeby trener był zadowolony. Widział, że jednak wprowadzam w walce to czego uczymy się na treningach. Jak trener będzie zadowolony, to ja również będę zadowolony.

Może jakiś pas Youth na początku? Pana kolega z grupy Przemysław Runowski już takie ma, a w sobotę zdobył go Robert Parzęczewski.

Nie oszukujmy się. To nie jest pas mistrza świata, ale jednak jakiś krok w odpowiednim kierunku i jednak świadczy o odpowiednim prowadzeniu zawodnika. Bo, żeby o taki pas powalczyć to swoje trzeba przeboksować, a najważniejsze z porządnym przeciwnikiem. Chciałbym ruszyć moją karierę i toczyć poważniejsze walki.

Przeczytaj także: Mamy nowych mistrzów! Brodnicka WBO INTERIM i Parzęczewski WBO YOUTH >>

Sparował pan teraz z Rafałem Jackiewiczem. Wujcio Rafcio może jeszcze sprawić niespodziankę i wygrać z Patrykiem Szymańskim?

Rafał jest bardzo niebezpieczny i powoli rozkręca się w ringu, a w ostatnim słabszym występie Patryka Szymańskiego widać było, że on słabnie z rundy na rundę. Myślę więc, że Rafał Jackiewicz mógłby sprawić ogromną niespodziankę. Mimo, że w roli faworyta stawiają Patryka Szymańskiego to naprawdę Rafał Jackiewicz może namieszać. Jest bardzo dobrym pięściarzem, ma mocną gardę, ciężko się przez nią przebić, a Patryk Szymański słabnie i łatwo go chyba wyprowadzić z równowagi. Villalobos wyprowadził go z równowagi, a Wujcio Rafcio naprawdę umie to robić.

Dziękuję za rozmowę.

Również dziękuję, pozdrawiam wszystkich kibiców pięściarstwa i zapraszam do oglądania zbliżającej się gali w Poznaniu.

Rozmawiał Ireneusz Fryszkowski
fot. ringblog.pl

Opublikowane przez: