„Gastrofaza i meksykańska masakra piłą mechaniczną”

Z jednej strony szalony wielbiciel hamburgerów i marihuany Julio Chavez Junior, z drugiej zaś kreowany na super gwiazdę światowego boksu pupil Oskara De La Hoi, rudowłosy Saul „Canelo” Alvarez.

Cinco de Mayo, huczne święto Meksykanów, zbliża się wielkimi krokami. Znowu knajpy przeżyją prawdziwy szturm wesołej i rozkrzyczanej gawiedzi, która przy dźwiękach muzyki płynącej z gitar i trąbek wąsatych mariachi, będzie niezbyt dyskretnie puszczać pod swoim kolorowym ponczem solidne bączyska, powstałe w wyniku nadmiernej degustacji taco, skropionej solidną porcją Margarity i oczadzonej mocnym i wilgotnym cygarem. Radosne to święto zwycięstwa nad żabojadami w walce o Pueblo, więc bawmy się kochani.

Meksykanie Canelo ChavezZgadza się, Meksykanie to wesoły i rozkrzyczany naród. Niech nas jednak nie zmylą te wszystkie frywolne zabawy, brzdąkające na każdym rogu mandoliny, wielkie sombrera, czy inne ichnie tradycyje.

Mieszkańcy tej jednej z najaktywniejszych tektonicznie krain na świecie to bardzo waleczna i zawzięta nacja. To lud który wydał wielu wielkich wojowników, który kiedyś składał ofiary z jeńców i który uwielbia oglądać mordercze zmagania w ringu. Oni po prostu kochają konkretne grzmoty, zatem „Let’s get ready to rumble!”, jak mawia klasyk.

Salvador Sanchez, Julio Cesar Chavez, Carlos Zarate, Juan Manuel Marquez, Erik Morales, czy Marco Antonio Barrera. Każdy fan boksu z pewnością zna te nazwiska i wie, że gwarantowały one ogromne emocje i show na najwyższym poziomie. Bitwy z ich udziałem to prawdziwa gratka dla miłośników napieprzania się na pięści.

Meksykańskich pięściarzy zawsze charakteryzowała bojowość, zawziętość i niesłychana wręcz odporność na ból. Zapewne to duża zawartość cynku w fasoli, który przyczynia się do regulowania prawidłowego poziomu testosteronu we krwi, a testosteron to wiadomo: gęsty wąs, bujno owłosiona klata, wystające bicki, ale i wytrzymałość muła właśnie.

Wracając jednak do 5 maja, a właściwie do 6, bo tak niefortunnie w tym roku wypadła sobota i to tego dnia w Las Vegas zorganizowany zostanie pojedynek meksykańsko-meksykański, na który zresztą już od dłuższego czasu czekają podnieceni Latynosi, to wydaje się, że czeka nas i tym razem poważne, południowoamerykańskie pranie, podczas którego pękać będą struny guitarronu, kieliszki z tequilą rozbijać się będą o posadzkę, a talerz z enchiladą wyląduje na czyjejś głowie, ściekając powoli i dostojnie ku sumiastym wąsom. El Grito!

Tak jest, tego to dnia na ringu zobaczymy dwóch głodnych sukcesu meksykańskich pięściarzy. Z jednej strony szalonego wielbiciela hamburgerów i marihuany Julio Chaveza Juniora, z drugiej zaś kreowanego na super gwiazdę światowego boksu pupila Oskara De La Hoi, rudowłosego Saula Alvareza.

Obaj panowie nie przepadają za sobą, ostatnio mało co się nie pogryźli przed kamerami i chcieliby z pewnością mocno obić wątrobę przeciwnikowi, dlatego ring po walce powinien ociekać krwią, a szpital w mieście grzechu już szykuje prywatne sale z kroplówką, przyłóżkowym aparatem RTG, defibrylatorem z możliwością wykonania kardiowersji i aparatem do hemodializy.

Ignacio Beristáin

Nie bez przyczyny takie wyposażenie lecznicy. Patrząc na zdjęcie syna legendarnego „Cesarza”, można mieć wątpliwości, czy ten doczołga się w ogóle do wagi.

Julio mocno bowiem wziął się za siebie, odrzucił uciechy podniebienia i ze skupieniem wsłuchuje się w każdą sugestię słynnego „Nacho” Beristaina, a ten ze wzruszenia zaczął ojcowskim okiem patrzeć na swojego podopiecznego, co przełożyło się na jego analityczne przewidywania co do szans na wygraną. Najpierw było 35%, potem 42%, a niedawno już 49,5%. Czy pęknie zatem bańka PPV? Z pewnością. Ja to kupuję.

Sam Julio jest tak pewny swego, że założył się z „Cynamonem” o całe swoje honorarium, że z tej potyczki wyjdzie zwycięsko. Na szczęście facet ma mądrego ojca, który z litością spojrzał na swojego pierworodnego, wyjął następnie telefon i kilka godzin później zadzwonił do pięknego Oskara, przepraszając go w imieniu syna za kłopot i prosząc o anulowanie „honorowej” umowy.

Zaznaczył oczywiście, że wierzy w zwycięstwo Juniora, ale tak nie wypada, żeby się o jakieś tam pieniądze zakładać. Podobno udało się. Szczególnie odetchnęła synowa i wnuczka „Cesarza”. Za coś jeść trzeba, a Junior szamać lubi, szczególnie jak popali. Cholerna gastrofaza.

Julio Chavez Senior and Junior

Saul Alvarez również nie próżnuje. Zasuwa na treningach jak mało kto. Niestety jak przystało na celebrytę i gwiazdę o globalnym zasięgu, popularny „Cynamon” zaczyna marudzić i wybrzydzać. Od czasu zmuszenia go do oddania pasa WBC wagi średniej Gołowkinowi, bo jak wszyscy wiemy, nie czuł się zawodnikiem tej kategorii wagowej, tworząc nawet przez jakiś czas swoją własną, Saul „154 funty” popadł w konflikt ze wspomnianą federacją.

Co jakiś czas starał się wbijać szpilę jej prezesowi Mauricio Sulaimanowi, głównie pokazując swój obojętny stosunek wobec flirtów i zalotów ze strony wspomnianego. Teraz przeszedł jednak do ofensywy. Wilder może walczyć z kim chce i ile chce? Stevenson też? A ja? Takiego wała Mauricio. Nu, zajac, pagadi!

I stało się to, co się miało stać. Biedny Luis de la Cruz. Chłopina pracował nad specjalnym pasem na wspomnianą walkę przez ponad 300 godzin, bawiąc się przy tym całą masą podobno nawet 40 tysięcy koralików i innych świecidełek, a „Cynamon” wystawił potem swój rudy tyłek i kazał mu oraz wszystkim zgromadzonym pocałować go w samo jego epicentrum.

Do tego zaznaczył, że w przyszłości, gdy już będzie na tyle duży, by wyjść do Giennadija, w stawce znajdą się wszystkie trofea kategorii do 160 funciaków poza zielonym pasem.

pas WBC Canelo - Chavez

Mauricio oszalał. Mimo wszystko na zewnątrz trzyma nadal fason i nie daje po sobie poznać, jak mu teraz jest ciężko. W końcu to wielkie wydarzenie w Meksyku i nie wolno tego psuć.

Niech więc plują, a my dalej, że to deszcz pada. Viva Mexico! Viva grzmoty, krew i pot! Niech się każdy szykuje na wielką wojnę, bo nikt tym razem jeńców brał nie będzie.

Mexicanos al grito de guerra
el acero aprestad y el bridón.
Y retiemble en sus centros la tierra,
al sonoro rugir del cañón.
¡Y retiemble en sus centros la tierra,
al sonoro rugir del cañón!

Lechu

Opublikowane przez: